Dziś na warsztat idzie Liteflux LF3XT, nowy model od producenta który słynie z komputerowo pogmatwanych latarek. Jest to jeden z pierwszych egzemplarzy jaki wyszedł w świat.
Tradycyjnie już na pierwszy ogień idzie pudełko. Zgodnie z przewidywaniami - drewniane. I naprawdę świetnie wykonane, choć trochę brakuje zawiasów - górna część nie jest niczym przytwierdzona do dolnej.
W środku: - latarka - instrukcja - zapasowe oringi - smycz - smarowidło do gwintów
Tak, ostatnim elementem jest coś z czym spotkałem się po raz pierwszy. Mały pojemniczek z galaretowatym smarem. Powinien starczyć na długo.
Przejdźmy do samej latarki. Kilka zdjęć ogólno poglądowych
vs. CR123A
Wymiary. RaidFire Spear, Nitecore Defender Infinity 'Silver' i LF3XT.
Charakterystyczne "przymrożone" wykończenie reflektora.
Troszkę zaskoczyły mnie wymiary. Latareczka jest mało krótsza niż NDI, za to wyraźnie grubsza. Wykonanie naprawdę przyzwoite, anodyzacja równa, ten sam czarny kolor w każdym zakamarku. Jak widać posiada moletowanie na prawie całej powierzchni. Niech was nie zgubi jego pozorna płytkość. W rzeczywistości porządnie trze o skórę. Przełącznik elektroniczny, ma minimalny skok i aluminiowy przycisk. Troszkę mały jakby ktoś chciał obsługiwać go zimą w rękawiczkach. To czego mi brakuje to kanty. W chwili obecnej wystarczy minimalny spadek i latarka się turla. Krótka sesja rozbierana.
Krótka ponieważ jedynie można wkręcić pigułę co by dobrać się do reflektora. Mosiężna tuba trzymająca baterię obraca się w środku, ale nie wykręca. Dziwne... Tuba ma za zadanie przesyłanie impulsów z przełącznika do sterownika. W głowicy widać mosiężny pierścień przytrzymujący tubę i odbierający sygnały. Jak widać wykonanie pierwsza klasa.
Egzemplarz, który dostałem pierwotnie miał źle położone wykończenie reflektora.
Litefluxa kupiłem głównie żeby naocznie przekonać się co jest tak pięknego w klikalnych/programowalnych komputero-latarkach. Zwykle w tej części przytaczałem co nieco z instrukcji ale ze względu na jej rozległość oraz 100% skupienie się na programowaniu muszę improwizować. Otóż LF3XT ma dwa główne programy: użytkownika (CUI) i w pełni programowalny (FUI). Skróty: C-szybkie kliknięcie, PH-klik i przytrzymać. W CUI standardowo mamy 3 tryby: 50%, low (0,2%) i max (100%). Latarka startuje w pośrednim, przełączenie na low odbywa się poprzez podwójne kliknięcnie (2xC), max to 1C+PH, niezależnie w którym trybie się znajdujemy (nieważne czy jesteś w 50% czy mac, 2xC i jest low). Samo PH uruchamia płynną zmanę jasności. Niestety nie ma pamięci. Pamięc jest natomiast FUI. Wchodzimy do niego po kombinacji 5C+PH (latarka błyśnie dwukrotnie). Fabrycznie dysponujemy 5 trybami: 1. 50% 2. 15% 3. 2% 4. 50% beacon (podwójny błysk) 5. 15% SOS PH w dowolnym trybie uruchamia 100%. Tutaj możemy dowolnie ustawiać ich ilość, jasność, obecność (lub nie) migaczy i szybkość migania. Mamy też pamięć (wyłączalną). Jest też funkcja zabezpieczenia ogniw przed rozładowaniem (a w zasadzie alarm gdy zostało już mało energii). Sposobu ich aktywowania nie napiszę bo np. sam wskaźnik rozładowania baterii do ponad strona w instrukcji obsługi, kilkadziesiąt kliknięć, liczenie mignięć oraz czasu pomiędzy nimi. Włączenie... Ogólnie ustawienie latarki do własnych potrzeb to ok. 3-7h ciągłego klikania... (że o nerwach nie wspomnę). Opóźnienie denerwujące właścicieli modelu LF5XT występuje w zasadzie tylko przy wyłączaniu latarki (dziwnie to wygląda, kliknąłem a ona świeci), przy włączaniu zwłoki nie ma w ogóle! Przy zmianie trybów jest minimalna - do zaakceptowania.