Led Lenser znany jest nam przede wszystkim z genialnie rozwiązanego układu optycznego ze zmiennym skupieniem. Parametry, wielkość z nimi związana jak i sposób zasilania oparty o klasyczne baterie AA, AAA czy D wielokrotnie budziły zastrzeżenia.
W roku 2008 firma zaczęła pościg za mocą i nowoczesnością, wyposażając swoje latarki w diody Cree i elementarną elektronikę.

Led Lenser X21
X21 to najnowsze i najbardziej monumentalne dzieło tej firmy. W dniach, w których chińscy producenci rzucili się na najnowsze diody walcząc o uzyskanie 900 lumentów LL poszedł krok dalej i postanowił przebić się przez 1000. I zrobił to na własny, niepowtarzalny sposób.
Nie jest to latarka kieszonkowa, ba – jej gabaryty wykluczają nawet troczenie do osprzętu. To ogromna latarka dla ludzi, którym rozmiar nie robi większej różnicy, w zamian oczekują dużej jasności i długiego czasu pracy. X21 to akurat zapewnia. A jak?

Led Lenser X21
Pierwsze wrażenie na temat produktu najczęściej uzyskujemy gdy stykamy się z opakowaniem. Są latarki luzem, w blistrach, w kartonikach, czasami w drewnianych puzdereczkach. Led Lenser to zazwyczaj kartoniki. Jednakże X21 zyskał oprawę równie wyróżniającą się jak on sam. Dostarczany jest…w sporej, plastikowej walizeczce.

Led Lenser X21
W środku znajdziemy naszego potwora, cztery baterie dostarczane przez producenta oraz taśmę na ramię. Wszystko mocowane na wcisk, można z tym biegać i nic nie będzie się kolebotać. O ile w pierwszej chwili taśma może wydawać się abstrakcyjnym pomysłem to po załadowaniu baterii i chwyceniu latarki zaczyna się z pokorą przyznawać rację producentowi – taśma ma sens.

Led Lenser X21

Led Lenser X21
Zasilana czterema bateriami w rozmiarze D (R20) tuba budzi respekt u ludzi przyzwyczajonych do małych, podręcznych latarek. Warto dodać, że wykonanie jest naprawdę doskonałe. Mimo mocnej sprężyny stabilizującej bardzo ciężki układ zasilania świetnie wykonane gwinty pozwalają zdjąć nakrętkę bez zacięć i niepożądanych oporów. Moletowanie jest optymalne – trzyma się dobrze i pewnie, ale nie zdziera naskórka. Wykończenie detali na najwyższym poziomie.

Led Lenser X21
Natomiast największe wrażenie robi ogromna głowica. Led Lenser zastosował zaskakujące rozwiązanie. Firma nigdy nie słynęła z ochoczego sięgania po najnowsze diody na rynku. Stąd też SSC P7 czy najnowszy Cree MC-E na pewno jeszcze jakiś czas nie zagoszczą w ich produktach. Zdecydowano się zastosować rozwiązanie innego rodzaju – tzw. prysznic. No, prawie prysznic, bo „tylko” na 7 diodach Cree Q5. Trzeba przyznać, że mimo nietypowego pomysłu wykonanie jest „poważne”. Każda dioda ma niezależną optykę. Cała osada soczewek zamocowana jest do wspólnego pierścienia, pierścień ten zaś… tak – jest Speed Focus!
Oczywiście nie ma mowy, żeby używać go równie wygodnie jak w modelach serii P, bez dwóch rąk się nie obejdzie.

Led Lenser X21
Głowica od strony tuby jest żebrowana, więc nie ma obaw o odprowadzanie ciepła z zespołu optycznego. Dodawszy do tego fakt, że diody nie są przesterowane można być spokojnym o ich żywotność.
Aby uzmysłowić Wam z jaką skalą mamy do czynienia spójrzcie na poniższe zdjęcia:

Led Lenser X21
Od lewej: 52-milimetrowa głowica w standardzie Maga, nieco mniejsza Led Lensera P17, no i oczywiście nasz bohater.
A dla osób, które miały do czynienia częściej z latarkami kieszonkowymi:

Led Lenser X21
Po lewej jest Fenix PD30
No dobra, wygląda jak potwór, ale jak działa?! Niesamowicie działa.
Zgodnie z najnowszą polityką Led Lensera X21 wyposazony jest w 2.5-trybowy „sterownik”. Włącznik typu forward umieszczono tuż za głowicą. Dla niezorientowanych działanie tego sterownika opiera się na trzech krokach:
1) docisk bez załaczenia: 130%
2) załączenie (1): low - 10%
3) załączenie (2): high - 100%
4) wyłączenie.
Owo „130%” to de facto pełna moc, ale uzyskiwana tylko w trybie chwilowym (niestety nie mogę dobrać się do diód, żeby zmierzyć prądy jakie są podawane w poszczególnych momentach). Nie ma możliwości, żeby wyłączyć latarkę z trybu low, zawsze trzeba przeklikać się przez high.
Jako że producent zastosował zasilanie na 6V, a przy tym podaje (domniemam) nominalny prąd na diodę (każdą z nich) aż się prosi o zastosowanie jakiegoś fajnego sterownika step-down ze stabilizacją prądu. Niestety, w tej materii Led Lenser mówiąc wprost po prostu dał dupy. W trybie high regulacji nie ma żadnej, wykres leci na pysk jako żywo kojarząc się z direct-drive.
Jest jedna wazna rzecz, o której warto wspomnieć. Optyka Led Lensera, a ściśle metoda skupiania promienia jest elementem, za który należy się firmie szacunek. Niewiele rozwiązań może konkurować z nimi jeśli chodzi o jakość skupionego promienia. Tak naprawdę porównanie wytrzymują głównie asferyki i dedykowane szperacze z ogromnymi lustrami. W przypadku X21 Led Lenserowi udała się swego rodzaju sztuka – multiplikowany układ optyczny daje bowiem idealny, okrągły promień. To naprawdę robi wrażenie.
Tu znajdziecie
porównanie jasności na bazie beamshotów.

Led Lenser X21
Zasilanie: 4*D Energizer UltimateTo że spadek do 50% zajmuje około 1.5 godziny jest zasługą bardzo pojemnych ogniw, podobnie jak to, że po 8 godzinach ciągle mamy całkiem użyteczne światełko do dyspozycji. Z drugiej strony – sztywne trzymanie jasności i „nagła śmierć” nie zawsze są w cenie, niekoniecznie muszą mieć sens. Jestem skłonny zaryzykować twierdzenie, że w konkretnych zastosowaniach takie zachowanie latarki dyskwalifikowałoby ją, a że X21 „normalną” latarką nie jest można domniemać, że prawie-liniowy spadek jasności będzie tu raczej zaletą. Mając na uwadze, że Led Lenser raczej nie traktuje swoich dużych latarek jako gadżety do licytowania się z konkurencją, a 1000 zł za światełko jest ceną abstrakcyjną dla większości indywidualnych użytkowników – całość zaczyna się łączyć w spójny obraz.
Słowem podsumowania.
X21 bez dwóch zdań jest latarką imponującą: głównie gabarytami i jasnością światła.
Nie jest i nie będzie popularnym sprzętem dla osób, które dążą do maksymalnej jasności z minimalnego rozmiaru. To sprzęt dla osób używających Maglite’ów 3D i 4D. Jakość wykonania, jasność, czas pracy robią bardzo pozytywne wrażenie i trochę łagodzą szok cenowy. Zdecydowanie jest to latarka „na poważnie” – nie korzysta z najsilniejszych dostępnych diód, a te które są zastosowane pracują w okolicach nominalnego zasilania. To pozytywnie wpłynie nie tylko na ich żywotność, ale na przykład na degenerację temperatury barwowej. Fakt, że po raz kolejny nie zdecydowano się na zastosowanie ogniw litowo-jonowych świadczy o kontynuacji polityki „łatwo dostępnego zasilania”. Na szczęście akumulatory w rozmiarze R20 są na rynku, ba może się okazać, że na tych najpojemniejszych czas pracy jeszcze się wydłuży.
Zalety:
- jasność
- jakość promienia (oni naprawdę umieją robić regulację skupienia)
- czas pracy
- jakość wykonania
Wady:
- brak możliwości wyłączenia w wybranym momencie
- potwornie drogie zasilanie jeśli nie korzysta się z akumulatorków.
Podziękowania dla firmy
Togo za udostępnienie latarki.