Dotarła jakiś czas temu, ale dopiero dziś znalazłem kawałek czasu żeby coś skrobnąć.
Tradycyjnie zaczynam od pudełka. Klasyczne Nitecore, ładne, porządne. Napis i logo błyszczące, wcześniej było czerwone jak mnie pamięć nie myli.

Nitecore Extreme Infinity
W środku oprócz latarki instrukcja, karta gwarancyjna, zapasowe oringi oraz mechanizmy przełącznika sztuk dwie. (po dwie).
Sama latarka prezentuje się następująco:

Nitecore Extreme Infinity

Nitecore Extreme Infinity

Nitecore Extreme Infinity

Nitecore Extreme Infinity

Nitecore Extreme Infinity

Nitecore Extreme Infinity

Nitecore Extreme Infinity
Porównanie wymiarów do NDI.

Nitecore Extreme Infinity

Nitecore Extreme Infinity
I do baterii CR123A oraz aku AA Sanyo 2700.

Nitecore Extreme Infinity
Rozebrać można bardzo niewiele. Wyłącznika jako takiego nie ma, bezszkodowe wykręcenie mechanizmu jest niemożliwe! pierścień trzymający gumkę jest tak mocno wkręcony, że trzeba użyć siły przekraczającej wytrzymałość HA-III. Zaś w głowicy nie ma żadnego "punktu zaczepienia" co widać na rysunku poniżej.

Nitecore Extreme Infinity
Element z białego plastiku jest ruchomy i dostosowuje się do długości ogniwa. Ogólnie to latarka jest znakomicie wykonana, naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Powłoka jest znakomita, równa, w dość ciemnym kolorze. Oring przy głowicy (jedyny!) ma dobrze dobrany rozmiar - zapewnia wodoszczelność, nie przeszkadzając w zmianie trybów. Przełącznik to przyzwoity forward clicky (taktyczny) umożliwiający chwilowe włączenie latarki. Klips siedzi sztywno, ale odstęp między nim a body jest spory i przy cieńszych tkaninach nie zapewnia dobrego trzymania. Do śrubek dołączony jest kluczyk.
Ogólnie latarka bardzo niczego sobie, dobrze zbudowana, jasna i ładnie świeci dzięki sporemu reflektorowi (o czym niżej), gdyby nie te przeklęte CRki wygryzłaby NDI z mojej kieszeni .